piątek, 14 października 2011

Z zebrą w tle...

Przepraszam, za małe opóźnienie…

Sobotę spędziłam jakąś godzinkę jazdy autobusem od placówki w parku o nazwie Parieze. To miejsce przeznaczone jest na rekreację dla turystów. Można tu spokojnie odpocząć na łonie natury. Posłuchać afrykańskich świerszczy i cykad. Są małe, a robią taki szum jakby się stało przy transformatorze. NiesamowiteJ Co jeszcze? Można też popływać w basenie, albo pograć w piłkę nożną. Oczywiście jest też miejsce na namiot. Teren rekreacyjny dla osób zwiedzających park jest ogrodzony. W parku bowiem żyją dzikie zwierzęta. Można tu spotkać  żyrafy, zebry, bawoły, antylopy i mnóstwo ptaków. Teren ten leży nad wodą więc mieliśmy widok na zwierzęta przychodzące do wodopoju. Widok? brak słów… To, co do tej pory widziałam tylko na zdjęciu czy na filmie przyrodniczym jest dane mi podziwiać własnym okiem… W prawie naturalnym srodowisku. Cudo… nie mogłam oderwać oczu od tych zwierzakówJ

Ognisko również wliczone jest w plan zagospodarowania przestrzeni. A także wielki ruszt na pieczenie świnki, albo innego dzikiego zwierza;) A tak poważnie to spokojnie można przyjechać większą grupą osób i świetnie spędzić dzień. Tak właśnie my zrobiliśmy. Był to wyjazd integracyjny z okazji Dnia Nauczyciela. Pojechali nasi nauczyciele z CoH, dyrektor szkoły i wolontariusze, którzy pracują w szkolnym biurze czyli ja i AsiaJ Plan był bogaty w różne atrakcje. Ale przede wszystkim na zapoznanie się i zawiązanie nowych relacji. Dla mnie był to bardzo udany dzień i jestem z niego zadowolona. Poznałam bowiem nauczycieli. Zobaczyłam jak tu, w Zambii osoby na co dzień pełniące ważne funkcje potrafią się wspólnie kulturalnie bawić. I mogę powiedzieć, że jestem pod bardzo pozytywnym wrażeniem. Nikt się nie wywyższał. Każdy był traktowany równo. Niezależnie czy był dyrektorem czy sekretarką. Ci nauczyciele potrafią się świetnie bawić, śmiać i wygłupiać. Normalnie jak dzieci. Ale potrafią też zrobić coś wspólnie. Potrafią się zgrać w dobry zespół i razem przygotować konkretną rzecz. Tak było w sobotę. W przygotowaniu posilku każdy miał swój udział. To było bardzo sympatyczne i miłe jak razem z nauczycielami przygotowywałam obiad. Jak stałam przy wielkim grillu zrobionym domowym sposobem i piekłam kurczaka J To było bardzo pouczające doświadczenie. Gotować na świeżym powietrzu, na rozżarzonych węglach, gdzieś w Afryce. Chcę więcej !!!!!!!

Obok przygotowywania obiadu był czas zabawy, gry i tańce. Oczywiście tańce przy bębnach, w afrykańskich rytmach i przy charakterystycznych dla tego kontynentu kobiecych nawoływaniach. Ci ludzie na drugie imię maja Muzyka albo Taniec... wystarczy im bęben i zaczynają tańczyć. A przy tym nie zwracają uwagi czy ktoś się na nich patrzy, obserwuje. Po prostu tańczą i zapraszają innych do tańca. Widać w nich wolność, której nam, ludziom z cywilizowanego kraju tak często brakuje... Afrykańczycy tańcem wyrażają radość, zadowolenie, a nawet się modlą. Dlatego też  Msze tutaj nie są tak sztywne jak u nas.

Gdyby ktoś był ciekawy czy ja tańczyłam, to od razu mówię, że jeszcze nie. Narazie  jestem na etapie obserwacji. Jednak zapewniam, że na nim się nie skończy J Bo muzykę mają porywającą do tańca! Tylko, że te tańce są specyficzne, których chcę się nauczyć. Osoby, które znają mnie bliżej mogą potwierdzić, że długo nie wytrzymam bez tańca J
Wracajac do naszej integracji to po obiedzie przyszedł czas na prezentyJ Otóż tu jest zwyczaj, że z okazji Dnia Nauczyciela, nauczyciele sobie nawzajem kupują prezenty. Działa to na takiej samej zasadzie jak nasze Mikolajki. Tylko tu naprawdę obowiązuje zasada anonimowości. Osoby losowaliśmy tydzień wcześniej więc był czas na ogarnięcie jakiegoś prezentu. Sekretny przyjaciel (bo tak sie nazywa) to zabawa miła i sympatyczna. Chociaż dla mnie sprawiła mały problem. Nie wiedziałam na początku czyje nazwisko widnieje na karteczce, którą wylosowałam. Nie znałam jeszcze wszystkich nauczycieli tak z imienia i nazwiska. Ale udało się J mój prezent otrzymała właściwa osoba J Ja również byłam czyimś sekretnym przyjacielem więc też dostałam miły prezentJ
Jedank na tym nie koniec. Po tej zabawie głos zabrała dyrektor szkoły, s. Agnes. Podziękowała wszystkim za ciężką pracę w szkole i nagrodziła swoich pracownikow. W ten sposób moja garderoba powiększyła się o kolejne chitengi J Jak przystało na prawdziwa afrykańska kobietę J
W ten aktywny sposób spędziłam całą sobotę. Był to czas wykorzystany na poznawanie ludzi z którymi na co dzień pracuje. Na poznawanie afrykańskiej przyrody. Na wspólną pracę, ale też na dużą dawkę dobrej zabawy. Oby takich dni było jak najwięcej J

3 komentarze:

  1. Więcej, więcej! To co piszesz czytam powoli i dokładnie żeby "za szybko nie skończyć" pozdrawiam Siostro:) Ol.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zazdroszczę Ci takich widoków Kasia. Dałbym sporo aby kiedyś wybrać się na wycieczkę do Afryki. Tam natura jest przepiękna.

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja mam takie zapytanie co do tego wpisu... Czy Twoje słowa o pieczeniu dzikiego zwierza, były choć troszkę skierowane do mnie? hehe:p

    Podpisano:
    "Zwierz" Marcin Sz.

    OdpowiedzUsuń