Kochani, z okazji zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia życzę Wam, by ten Radosny Czas był przeżyty z pełną świadomością, tego, co dokonało się ponad dwa tysiące lat temu w Betlejem. Życzę, by Boża Dziecina rodziła się w Waszych sercach każdego dnia Nowego Roku wlewając w nie wiarę, nadzieję i miłości.
środa, 21 grudnia 2011
Magia Świąt
Jest 21 grudnia 2011 roku. Mijają trzy miesiące mojego pobytu w Zambii. Za trzy dni Wigilia i Boże Narodzenie. Za półtora tygodnia koniec roku i Sylwester. Od ponad miesiąca w mieście widać świąteczne ozdoby, w sklepach stoją dmuchane postacie Św. Mikołaja, nad głowami wiszą bombki i łańcuchy, a sztuczne choinki można kupić na każdym rogu ulicy. Widziałam nawet szopkę. W Afryce takie rzeczy dziwnie wyglądają, jakby nie pasują do tego kontynentu i do tych ludzi. Wszędzie pełno kupujących, a ich rozmowy mieszają się z angielskimi świątecznymi piosenkami. Na półkach sklepowych pojawiły się już 2 tyg. temu świąteczne ciasta nafaszerowane rodzynkami niczym jeż swoimi igłami. Torty natomiast wyglądają jakby malowały je dzieci - mają bajeczne kolory i napis „ Merry Christmas”. Nawet nie chcę wiedzieć jak to smakuje J Widać teraz jak dużo obcokrajowców mieszka w Lusace. Jeżdżą z pełnymi wózkami po sklepach i mam wrażenie, że nie jestem w zambijskim mieście tylko arabskim albo amerykańskim. Jestem zaskoczona widokiem tylu białych twarzy:) Tak wyglądają przygotowania do Świąt w Lusace. Jak widać w tej kwestii niczym się nie różnią od tych w Europie czy w Polsce. I tutaj ludzie biegają i robią zakupy. Różnica polega na tym, że w Zambii jest ciepło, świeci słońce, kwitną kwiaty, a na drzewach dojrzewa mango, banany czy pomarańcze.
Zwykli normalni ludzie w Zambii raczej nie kupują choinki. Częściej można ją spotkać u tych, którzy mają większą styczność z kulturą europejską. A prezenty, jakie robią sobie nawzajem, są małe. Jeśli kogoś nie stać, to daje samą świąteczną kartkę. Nie ma też zwyczaju wigilijnej kolacji. Przy uroczystym posiłku zambijska rodzina spotka się w dzień Bożego Narodzenia. Tych, których stać, zjedzą ją w restauracji i będzie trwać długo. Inni zostaną domach i tam będą świętować. Święta w Zambii to czas na spotkanie z rodziną i przyjaciółmi. To lepszy posiłek, z większą ilością mięsa i możliwość założenia lepszego ubrania. Boże Narodzenie to także dobry czas by wyjść potańczyć.
Tegoroczne Święta będą dla mnie inne niż do tej pory. Spędzę je z dala od rodziny, przyjaciół, znajomych. Nie podzielę się z nimi opłatkiem i nie pośpiewam kolęd. Nie spróbuję karpia czy makowca. A za oknem nie będzie nawet najmniejszych szans choćby na jeden płatek śniegu. Będzie to nowe doświadczenie, z innymi ludźmi, tradycjami czy jedzeniem. Nie sądzę jednak żeby te Święta były gorsze od innych, będą po prostu inne. Jednak istota pozostaje taka sama. W każdym zakątku świata Boże Narodzenie jest takie same i to jest najważniejsze. Tego chcę się trzymać. Na pewno przyjdzie moment, kiedy w oku zakręci się łezka tęsknoty. Pamięć przywoła znane świąteczne obrazy. I na pewno będę się zastanawiać czy i w tym roku do mojego rodzinnego domu zapuka Św. Mikołaj :) a Tata znowu go nie zobaczy :)
Jest 21 grudnia 2011 roku. Za trzy dni Święta Bożego Narodzenia. Wszędzie świąteczne ozdoby, piosenki i przygotowywania. A ja w tym wszystkim jakby obok, jakby to, co się dzieje, mnie nie dotyczyło. Rozum mówi mi, że zbliża się czas Świąt, serce jednak do końca tego nie czuje. Może dlatego, że za oknem jest 30 stopni ciepła, jest zielono, kwitną kwiaty, a wzdłuż każdej ulicy ludzie sprzedają owoce? Może dlatego, że Święta kojarzą mi się z ponurymi dniami, śniegiem i czerwonym nosem od mrozu? Może też cały czas czekam na ten śnieg i mróz, a wraz z tym na Boże Narodzenie? I mam wrażenie, że to dopiero ciepłe wakacje, a do Świąt jeszcze pół roku.
Widzę, że jest to czas, kiedy człowiek szybko może zatracić całą istotę tego Ważnego Czasu. Jeśli sam sobie nie postawi pewnych wymagań, postanowień to przeżyje ten czas w błogiej nieświadomości nastawionej na zwykły konsumpcjonizm. Ja się na to nie piszę! :)
Jest 21 grudnia 2011 roku, za trzy dni będzie Wigilia i Boże Narodzenie!!! :):):)Nowa lekcja z której chcę zapamiętać jak najwięcej.
Jest 21 grudnia 2011 roku, za trzy dni będzie Wigilia i Boże Narodzenie!!! :):):)Nowa lekcja z której chcę zapamiętać jak najwięcej.
niedziela, 11 grudnia 2011
Muzungu !
Tak, jestem „Biała”, jestem” Muzungu”, jestem „White Woman”, jakby na to nie patrzeć to wszystko prawda – Jestem… To określenia, które najczęściej pojawiają się na ustach Zambijczyków. Bez słowa nie potrafią przejść obok mnie. Niezauważona nie dam rady prześliznąć się między budkami czy stoiskami. Dotyczy to młodych chłopaków, mężczyzn będących pod wpływem napojów alkoholowych; staruszków, którym nudzi się siedzieć cały dzień na chodniku, targu czy pod sklepem. Mijam ich reagując na zaczepki uśmiechem, pomachaniem ręką czy krótkim wesołym komentarzem, albo odpowiedzią na ich pytania. Tak, to jest miłe. Chociaż chwilami mam dosyć odpowiadać 50-ty raz na to samo pytanie. W sumie nie jest łatwo schować się białej osobie w tłumie ludzi o ciemnej karnacji:) Miło, kiedy ktoś pyta skąd jestem, na ile przyjechałam do Lusaki, co robię. Miłe i często bardzo pomocne jest zainteresowanie chłopaków, którzy są odpowiedzialni za zapełnienie busa. Pomagają znaleźć ten odpowiedni, ten który jedzie tam gdzie chcę. Bez nich czasem podróż zajmowałaby więcej czasu. Nie podoba mi się to, że mogą się o mnie jako klienta, pobić, ale cóż – biznes jest biznes:) Ciężko osobie białej przejść niezauważonej między innymi. Tutaj każdy widzi pieniądze, nie człowieka, który różni się tylko kolorem skóry. Co z tego, że jestem młoda, że jestem kobietą, wolontariuszem. Dla nich liczy się tylko to, że może coś od nich kupię. A w ogóle nie rozumieją, kiedy mówię, że nie mam pieniędzy. Trzeba się do tego przyzwyczaić i nie reagować nerwowo. Duża dawka humoru jest tu bardzo wskazana:)
Jak na razie męczy mnie jedna rzecz i nie wiem czy tak szybko się do tego przyzwyczaję. Biały człowiek jest stawiany ponad innych, wyżej. Nie ważne czy jesteś zwykłym turystą czy kimś, kto tutaj pracuje i ma wysokie stanowisko. To się nie liczy, przynajmniej ja mam takie odczucie. Jesteś biały więc to TY będziesz obsłużony lepiej, jako pierwszy. To nie ważne, że dookoła są sami Zambijczycy, że to ich kraj. Przytoczę tu pewną sytuację, która dotyczy mnie i tego o czym piszę. Idę z Asią na busa żeby dostać się do miasta. Na miejscu, gdzie się zatrzymują są już dwie zambijskie kobiety i też czekają. W pewnym momencie podjeżdża bus i wyskakuje z niego konduktor. Dla mnie jest sprawą oczywistą, że te dwie kobiety były wcześniej niż my i to one mają pierwszeństwo wsiąść do tego pojazdu. Zwłaszcza, że były tylko dwa wolne miejsca. Stoimy więc i czekamy na następny bus. Nagle słyszymy, że konduktor nas woła. Podchodzimy i co? to MY teraz mamy wsiąść do busa i jechać. Dla mnie nie było to przyjemne. Zostałam inaczej wychowana, a poza tym ewidentnie było widać, że tym kursem powinny pojechać osoby, które były pierwsze. Cóż, wsiadłyśmy nie rozumiejąc tego co się dzieje. Zastanawiam się czy zawołał nas z myślą zarobienia na nas? Jak się później okazało konduktor chciał wziąć od nas więcej pieniędzy niż zwykle. Oczywiście nie udało mu się to:)
Nie rozumiem tego. Człowiek zbytnio nie chce się wyróżniać. Jestem wolontariuszem, nie dyplomatą. Chociaż z drugiej strony, jeśli zaczęliby traktować mnie tak jak innych swoich rodaków to może zostanę przy wchodzeniu do busa jako pierwsza:)
czwartek, 1 grudnia 2011
Toner i III trymestr
Pewnie siedzisz sobie teraz wygodnie w miękkim fotelu. Obok stoi kubek z ciepłą kawą lub herbatą, a może z grzanym winem? hmm:) Może nawet siedzisz zawinięty w koc chroniąc się przed jesiennym chłodem. Nie zdziwię się jeśli jesteś teraz na sali wykładowej i „słuchasz” jakże interesującego wykładu. A może jesteś w pracy i ukradkiem czytasz co ciekawego dzieje się u mnie, na mojej misji, gdzieś daleko pośród czekoladowych wiecznie uśmiechniętych buziek. Uważaj bo szef zerka przez Twoje lewe ramię:):):) Może gotujesz obiad i w tak zwanym międzyczasie czytasz wiadomości, odbierasz maile, sprawdzasz co nowego dzieje się na ogólnoświatowym portalu społecznościowym – mam nadzieję, że dziś obiad będzie na czas i wszystkim będzie smakował:) Dziękuję za chwile poświęcone na czytanie tego co napiszę.
Gdyby ktoś przed wyjazdem powiedział mi, żebym wzięła okulary do pracy przy komputerze to bym go wyśmiała! Tak, wyśmiałabym go. Pomyślałabym na pewno – „po co okulary do pracy z dziećmi?!” A jednak, ten ktoś miałby rację:) Owszem pracuję z dziećmi jednak popołudniu i nie przy komputerze, a jedynie nad zeszytem lub książką. Codziennie od 7.30 zaczynam swój bój z komputerem, drukarką i xerem. To są moje podstawowe narzędzia pracy. Często wystawiają moją cierpliwość na próbę pokazując, że jestem przyzwyczajona do wygody - bo gdy coś włączam to musi działać, zawsze! A tu proszę, często spotyka mnie złośliwość rzeczy martwych. Nie spodziewałam się, że praca w Office, gdzieś w Zambii, na misji będzie wymagała ode mnie znajomości obsługi prawie wszystkich podstawowych programów komputerowych w języku angielskim. Jadąc tu, nie miałam świadomości, że po dwóch miesiącach będę znała obsługę drukarki laserowej i dużego xera. Nie przypuszczałam też, że będę znać te sprzęty „od środka”:) A jednak:) może po przyjeździe otworzę swój własny profesjonalny salon introligatorski albo drukarnię? kto wie?:) Na razie jednak jestem tutaj i toczę codzienną walkę z maszynami. Oczywiście zazwyczaj wygrywam:) Ostatnio pokonał mnie tylko prąd – bo po prostu sobie gdzieś poszedł. Toner w xero widocznie też miał dosyć zostawiania swojego śladu na kilku tysiącach kartek:) A tak nawiasem mówiąc to nie bawcie się pełnym pojemnikiem z tonerem. Ja niestety byłam mało uważna i w jednej sekundzie stałam się bardzo podobna do osób z którymi pracuję:) chodzi oczywiście o kolor skóry. O jedną białą wolontariuszkę przez pewien czas było mniej:) Nie wspomnę już o całym otoczeniu:) - godzinka na sprzątanie z głowy:) To taka rada starszej siostry – uważajcie na toner:)
Ten miesiąc był bardzo intensywny, jeśli chodzi o pracę w Office. Zakończyły się właśnie egzaminy klas 1-6
i klasy 8. Wszystkie testy ze wszystkich przedmiotów przygotowywane były ręcznie przez nauczycieli. Następnie z Asią musiałam je przepisać na komputerze i oddać do sprawdzenia. Po sprawdzeniu nanieść poprawki – zwłaszcza tam gdzie było pismo cinyanja i wydrukować. Jeśli była taka potrzeba - bawiłam się w ilustratora, zwłaszcza w młodszych klasach:) Dopiero po tych zabiegach można było zabrać się do pełnej produkcji egzaminów. Uwierzcie, ryzy papieru rozpuszczały się w mgnieniu oka i to nie ze względu na temperaturę:) Xero nagrzewało się w zastraszającym tempie i wymagało częstej interwencji:) Było ciężko, ale też ciekawie i czas szybko płynął. Także udało się – III trymestr roku szkolnego 2011 dobiega końca.
i klasy 8. Wszystkie testy ze wszystkich przedmiotów przygotowywane były ręcznie przez nauczycieli. Następnie z Asią musiałam je przepisać na komputerze i oddać do sprawdzenia. Po sprawdzeniu nanieść poprawki – zwłaszcza tam gdzie było pismo cinyanja i wydrukować. Jeśli była taka potrzeba - bawiłam się w ilustratora, zwłaszcza w młodszych klasach:) Dopiero po tych zabiegach można było zabrać się do pełnej produkcji egzaminów. Uwierzcie, ryzy papieru rozpuszczały się w mgnieniu oka i to nie ze względu na temperaturę:) Xero nagrzewało się w zastraszającym tempie i wymagało częstej interwencji:) Było ciężko, ale też ciekawie i czas szybko płynął. Także udało się – III trymestr roku szkolnego 2011 dobiega końca.
Muszę tu wyjaśnić, że w Zambii rok szkolny jest podzielony według innych zasad. Otóż, zaczyna się w styczniu i trwa do grudnia. Podzielony jest na trzy trymestry. Każdy z nich kończy się egzaminami. To znaczy, że uczniowie trzy razy w ciągu roku mają „duże” egzaminy sprawdzające ich wiedzę. Przypomina mi to trochę system jaki działa na studiach. Ostatni egzamin w listopadzie działa na zasadzie przepustki do następnej klasy. Jeśli uczeń zaliczy go z dobrymi wynikami przechodzi do następnej dalej. Niestety, znaczna część dzieci zostaje w tej samej klasie na drugi rok. Mam takie wrażenie, że to jest u nich na porządku dziennym i nikt z tego nie robi tragedii. A przynajmniej takiej jaką można zobaczyć w Polsce. Cóż, na wyniki muszą jeszcze trochę poczekać, ale to przecież nie problem bo zaczęły się wakacje:)
czwartek, 24 listopada 2011
Dama
Kapusta to cenne warzywo nie tylko za sprawą witamin, które w sobie kryje:) Ostatnio doświadczyłam, że można w niej znaleźć coś bardziej cennego. Coś, bez czego nie da się żyć. Dziwne? a jednak. I wcale nie mam tu na myśli małego bobaska w kolorze mlecznej czekolady zawiniętego w pieluszkę :)
Pewnego pięknego i upalnego popołudnia, kiedy słońce grzało niemiłosiernie, wracałam z Office do domku. Miałam do pokonania niecałe pół kilometra. Mało, jednak po całym dniu pracy w małymi dusznym pomieszczeniu przy temperaturze prawie 40 st. C. nie jest to takie proste. Praca upałach nie należy do przyjemności. Tym bardziej dla człowieka, który nie jest do takich temperatur przyzwyczajony. Nogi były ociężałe. Wilgotna bluzka parzyła niczym wosk wylany na palec. Głowa była nagrzana niczym patelnia. Szłam, ale jakbym się oddalała. Nie miałam siły na rozmowę, słowa bełkocząc zostawały w ustach. Przy każdym kolejnym kroku czułam jak ucieka ze mnie energia, a to dopiero połowa drogi. Dziewczynki pozdrawiały mnie, a ja nie miałam sił unieść ręki do góry i im pomachać. Marzyła mi się szklanka zimnej wody. W takich warunkach to najcenniejszy skarb. Bez niego zginiesz.
Sunęłam noga za nogą, a myśli bawiły się w chłodnej wodzie jeziora. Oby do domku – tam czeka na mnie zimny prysznic:) Gdy tak marzyłam idąc przez nasz duży ogród zobaczyłam – kapustę :) A raczej to, jak jest zraszana kroplami życiodajnego napoju. Stała tak na swojej jednej nodze niczym dama, piękna, dostojna, ubrana w srebro wody. A zraszacz jak sługa systematycznie dawał jej wodną ochłodę. Też tak chcę! Nie myśląc długo – pewnie od tego słońca, wskoczyłam miedzy jej zielone głowy i czekałam :) Dobrze, zraszacz nie miał nic przeciwko żeby i mnie ochłodzić. Nagle poczułam zimne krople na włosach, twarzy, rękach, łydkach. Trwało to kilka sekund jednak mi wystarczyło. Miałam uczucie jakbym wyszła z zimnego, górskiego potoku. Na twarzy pokazał się uśmiech, oczy zabłysły, zmysły się obudziły. Coś wspaniałego! Stałam i czekałam na kolejną dawkę ochłody. Jest!!! Siły powróciły, miałam ochotę zostawić wszystko i ganiać za wodą jak małe dziecko kiedy zobaczy na chodniku kałuże. Krótka chwila, a jak ważna. Zwykła woda, a ile daje sił i radości.
Tak więc w kapuście znalazłam siły na pokonanie ostatniego odcinak dzielącego mnie od domku. Ale czy tylko to? Myślę, że taki orzeźwiający element dnia zapiszę w swoim kalendarzu zajęć. :) To dobry sposób na radzenie sobie z upałami:) Kolejny dowód na to, że w każdych warunkach stać człowieka na kreatywność i pomysłowość:)
Czasem nie dostrzegamy tego, co mamy na co dzień. Do momentu, kiedy jest nam bardzo potrzebne, a nie jest to w zasięgu naszych rąk. Doceniamy wtedy wartość, smak i ważność. Nie zdajemy sobie sprawy z tego, że często to, co jest takie zwyczajne, pospolite, codzienne kryje w sobie wielką moc. Cieszmy się z najmniejszej rzeczy. Cieszmy się, że gdy odkręcimy kran od razu leci woda. Inni muszą ją nosić kilka kilometrów w beczkach i dzbanach na głowach. Bądźmy wdzięczni tu i teraz, w tym momencie.
Pozdrawiam:)
wtorek, 15 listopada 2011
Na dywaniku u Pani Konsul
Prędzej czy później musiało to nastąpić. Nie spodziewałam się tylko, że tak szybko:) Polskie Święto Narodowe jednych łączy, innych dzieli, niestety. Nas, Polaków mieszkających w Lusace i okolicach zdecydowanie połączyło. Przyczyniła się do tego także nasza Pani Konsul. To ona kontaktowała się z poszczególnymi osobami i zaprosiła na polski obiad. My pojechałyśmy z naszą s. Ryszardą. W ostatnią niedzielę, po Święcie Niepodległości duża grupa Polaków spotkała się u Pani Konsul na obiedzie. Oczywiście jak przystało na polski obiad, nie zabrakło polskich dań:) Między innymi były gołąbki i pierogi!!! Nareszcie coś bardziej "domowego":) Pani Maria to ciepła, sympatyczna i pełna życia kobieta. Dla mnie jest niesamowita ponieważ mieszka w Zambii już ok. 47 lat!!! zna wszystkich i wszyscy ją znają. Zaskakujące również było to, że poza księżmi i siostrami zakonnymi w Lusace mieszka i pracuje sporo osób z Polski. Dobrze mieć taką świadomość, że człowiek w obcym państwie i na obcym kontynencie nie jest sam. Myślę, że takie spotkania są dobre dla wszystkich, którzy mieszkają z dala od rodzinnego kraju. Chwała im za to, że potrafią się zorganizować i spotkać.
Święto Niepodległości obchodzone było również u nas, w City of Hope:) Zdecydowanie przyczyniłyśmy się do obchodów 11 listopada:) Nie zabrakło biało-czerwonych koszulek i flagi. Nasz wygląd wzbudzał ogólne zainteresowanie:) Nie trzeba było długo czekać, na to, by wszyscy na placówce wiedzieli, że Kasia i Asia ma dziś Independence Day:)Były miłe komentarze i życzenia. Nauczyciele w szkole co chwilę pytali o nasz kraj, np.: ile lat mamy u siebie niepodległość. Gdy odpowiadałam, byli mocno zaskoczeni, ponieważ Zambia cieszy się niepodległością dopiero 47 lat. Mówili również, że mamy bardzo ładne koszulki i żebym im je dać:) Tak po prostu, bo są ładne. I nie wydaje mi się żeby zwracali uwagę na rozmiar:) Było przy tym sporo śmiechu:)
Obchody Święta Niepodległości swojego kraju poza jego granicami nabiera innego charakteru. W takich chwilach patriotyzm nabiera innego znaczenia.
sobota, 5 listopada 2011
Upalne Zaduszki
Listopad - miesiąc szczególnej pamięci o tych, którzy odeszli. Miesiąc pamięci o tych, którzy orędują za nami w niebie. To ważny czas. Nawiedzamy groby, zapalamy znicze, kładziemy kwiaty. Modlimy się za bliską osobę, której już nie ma tu na ziemi. Zamyśleni patrzymy na krzyż, tablicę nagrobkową i wyryte w niej litery niczym wspomnienia w sercu. Tępym wzrokiem czytamy imię, datę urodzin, śmierci… Dyskretnie wycieramy płynącą łzę po policzku. Zaduszki – to piękny czas. To chwila, kiedy możemy się zatrzymać, pomyśleć, zastanowić nad życiem, nad tym jak jest ulotne. Myślimy o tych, którzy jeszcze rok temu razem z nami spacerowali cmentarnymi alejkami zapatrzeni w ciepły blask maleńkich płomieni. O tym jak wspólnie rozmawialiśmy półgłosem, tak żeby nie zbudzić tych, którzy wokół nas śpią. Jak słuchaliśmy pękających szklanych zniczy niczym bańki mydlane, ulotne i kruche jak nasze życie. Nie myśl, że teraz idziesz sam. To nie prawda. Nigdy nie jesteś sam!
Zaduszki to również czas na odwiedzanie cmentarzy w innych miastach, na które często w ciągu roku nie mamy czasu, cóż. Często te dni to pierwszy większy przymrozek jesieni dzięki któremu nie jesteśmy wstanie zapalić lampki. To oszronione chryzantemy.
W tym czasie, każdego roku przypominam sobie wierszyk, który nauczyłam się jeszcze w szkole podstawowej. To niesamowite bo cały rok o nim nie pamiętam. A w tym czasie zawsze daje znać o sobie.
” Zasnuła groby żółtawa mgiełka, we mgle migoczą blade światełka. Między grobami liście się mienią. Szeleszczą, szumią, pachną jesienią (…)”
Tak wspominam polski Dzień Zmarłych. Tu w Zambii nie mam tego więc pamięć przywołuje znane obrazy. Pierwszy jak też drugi listopada to normalny dzień pracy. I jeśli człowiek sam nie będzie pamiętał o ważności danego dnia to szybko może o niej zapomnieć. Dzięki codziennym zajęciom może przeżyć go w błogiej nieświadomości. Sama miałam takie momenty, na szczęście krótkie. W te dni była wieczorna Msza św. Niestety, nie obchodzona tak uroczyście jak u nas w Polsce. Byłam nawet zaskoczona, gdy zobaczyłam na niej dużo mniej osób niż w zwykłą niedzielę. O nawiedzeniu cmentarza też nie było mowy bo tu raczej ich nie ma. A jeśli są, to gdzieś daleko, o które nikt nie dba bo nie ma tu takiego zwyczaju i tradycji jak u nas. Takie chwile uświadamiają mi, że Zambia to nie Polska. Pomimo, że jestem na placówce katolickiej to widać tu inne tradycje, zwyczaje, kulturę. Zostaje mi tylko pamięć o moich bliskich zmarłych. Zapamiętany widok parafialnego cmentarza. Obraz rodzinnych grobów. Wychodząc z domu nie musiałam szukać rękawiczek bo na zewnątrz było 38 st. C w cieniu.
Inaczej, ale czy gorzej? Myślę, że nie. Taka sytuacja, gdy jesteśmy z dala od rodzinnego domu pokazuje nam, co w naszym życiu jest ważne. Pokazuje czym żyjemy. Daje nowe doświadczenie. Do nas należy to, co z tym zrobimy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)